poniedziałek, 14 lipca 2014

WW, 3 rozdział, fragment

Wiadomość o chorobie lub śmierci bliskiej osoby odbierana jest na różne sposoby. Wiele zależy od tego, jak się o tym dowiadujemy.
Kiedy Bifrot przeniósł Torunn do Asgardu, Heimdal - strażnik mostu - poprosił by niezwłocznie udała się do pałacu, ponieważ jej matka ma do przekazania bardzo ważne wieści. Młoda wojowniczka o nic nie pytała, wyruszyła w drogę, ciesząc się, że po miesiącach nieobecności w końcu powróciła do domu.
Wrota do sali tronowej stały otworem. Dziewczyna przekroczyła je pewnym krokiem i rozejrzała się. Słyszała jedynie stukot swoich butów, była sama.
- Matko? - zawołała, nie zatrzymując się.
Stanęła dopiero przed tronem. Wtedy boczne drzwi skzypnęły, a do sali weszła kobieta, nie mogącą mieć więcej niż czterdzieści lat. Powagi dodawały jej związane w kok brązowe włosy. Miała na sobie ciemne szaty, sptlotła ręce na wysokości pasa i popatrzyła na swoja kochaną córkę z niewyobrażanym smutkiem. W tym spojrzeniu krył się również strach. Strach przed tym, co miała do przekazania.
Dziewczyna zauważyła to, dlatego podeszła do niej trochę niepewnie. Uściskały się, a potem Torunn przyjrzała się matce z troską.
- Co się dzieje? - zapytała cicho. - Gdzie jest ojciec?
- Musimy o tym porozmawiać - odpowiedziała. Jej oczy mimowolnie wypełniły się łzami, a księżniczka przetłumaczyła to sobie. Wstrzymała oddech, bojąc się, że myśli, jakie pojawiły się w jej głowie, okazą się prawdą. - Usiądźmy... - dodała, obejmując córkę i wskazując na marmurowe schody.
- Matko... - zaczęła, jednak nie potrafiła zadać pytania. Głos załamał się, a serce biło znacznie głośniej. Słyszała każde uderzenie.
- Zabronił ci mówić. Nie chciał byś wiedziała o chorobie... Jakiś czas przed twoim wyjazdem ktoś podał mu truciznę, na którą nawet on nie był odporny. Medycy nie znali tej substancji... Nie mogli nic zrobić...
Torunn skupiała się na każdym słowie, analizowała zdania i starała się zrozumieć. Jednak nie potarfiła.
- Dlaczego o niczym mi nie powiedzieliście!? - wybuchnęła. - Gdybym wiedziała... Nie wyjechałabym! Nie zostawiłabym go!
- Właśnie dla tego, kochanie. Właśnie dla tego... Wiesz jak kochał Midgard. Pragnął, byś pomogła im zwalczyć zło tak, jak sam robił to przez całe życie.
- Ale, matko... - Wyciszyła się i wbiła wzrok w podłogę. - Kiedy...
- Kilka tygodni temu. - Przytuliła ją, głaszcząc po ramieniu, by dodać otuchy, której sama potrzebowała. - Torunn, kochanie... wiesz, co będziesz musiała zrobić, prawda? Co cię teraz czeka, co jest ci pisane...
Skinęła głową, nie mogąc wydusić ani słowa. Całe ciało odmawiało posłuszeństwa, informacja o śmierci ojca sparaliżowała ją.
- Chcesz żebym z tobą została? - zapytała czule, wciąż tuląc blondynkę.
- Nie... - zdołała wymówić, a kobieta wstała i popatrzyła na nią z wahaniem. Jednak zdecydowała się odejść. Pozwolić córce na poukładanie myśli i zrozumienie.
Odwróciła głowę i popatrzyła na okazały, złoty tron. Nieobecne spojrzenie błądziło po ścianach ogromnej sali. Po kolumnach i zdobieniach... Dopiero wtedy pojęła, dotarło do niej. Siedząc na schodach, gorzko zapłakała. Ukryła twarz w dłoniach, ale łzy odnajdywały drogę między placami i uciekały na posadzkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz