Książęta jak na komendę
zasiedli na krzesłach przy stołach, na których wcześniej
umieścili swoje zaawansowane technologicznie komputery. Remigiusz
pstrykał palcami, podczas gdy Przemysław stroił dziwne miny,
rozciągając twarz. Jan obserwował Milandres, która
niespokojnie krążyła po sali i martwiła się o powodzenie misji.
Pochwyciła jego spojrzenie i nieśmiało podeszła.
- Kiedy włamiemy się do jego
baz danych, zablokujemy monitoring i zabezpieczenia. Wykradniemy też
jakieś ważne dokumenty, tak na w razie czego – powiedział
łagodnie, ujmując jej dłoń. - Będziesz musiała powiadomić
czarnoksięzników, że już czas.
- Będą mieli godzinę na
dotarcie do zamku, od kiedy damy ci sygnał – uzupełnił
najstarszy brat i skinieniem podziękował Ann, która
położyła na blacie butelkę ze schłodzoną woda mineralną.
- Rozumiem – odparła Mila i
smutno się uśmiechnęła.
- Jeszcze dziś będzie po
wszystkim – szepnął do niej Jasiek, co trochę poprawiło jej
humor.
- No dobrze, chyba jesteśmy
gotowi? - zapytał Przemek, a reszta się z nim zgodziła.
Ten sam chłopak jako pierwszy
założył słuchawki z mikrofonem, a potem uczynili to jego bracia.
Odpalili sprzęt i zalogowali się. Milandres cały czas zaglądała
przez ramię Jana, co trochę go rozpraszało, ale w tym pozytywnym
sensie. W końcu poprosił by usiadła obok niego, co też chętnie
uczyniła.
- Dobra, chłopcy! Bierzemy się
do roboty!
*
W tym samym czasie Remmeliena
poddawana była torturom. Uparcie kłamała, że nie ma pojęcia o
żadnym zaklęciu, ale była pewna, że długo już nie wytrzyma.
Kiedy Caprion wydobył z ogniska rzężący się pogrzebacz, stało
się coś dziwnego. Prowizorycznie wykonana strzała przeszyła mu
rękę.
Remy nie miała czasu by się
temu przyjrzeć, ponieważ ktoś dopadł do niej i majstrował przy
kajdankach. Już po kilku sekundach była wolna, a przybysz w
kapturze pociągnął ją w głąb lasu.
- Pospiesz się! Zaraz zaczną
nas gonić! - warknął, dzięki czemu mogła rozpoznać jego
tożsamość. To był Ray.
- Mają krew jednorożca i wcale
nie zamierzają walczyć dla Milandres – wysapała w biegu.
- Zdradliwe szuje...
- Musimy jej powiedzieć, inaczej
cały plan weźmie w łeb!
- Za późni –
powiedział, uprzednio zerkając na zegarek na ręku. - Już
zaczęli. Musimy dostać się do zamku.
*
Wysłanie tajnej, magicznej
wiadomości było trudne dla kogoś, kto nie posiada specjalnych
zdolności. Milandres długo ćwiczyła, zanim udało się jej
właściwie wypowiedzieć słowa zaklęcia i połączyć potrzebne
zioła w wywarze. W końcu jednak zobaczyła w garnku twarz Capriona.
Nie wyglądał dobrze.
- Możecie wkraczać! -
powiedziała.
- Zapomnij, księżniczko! -
odparł groźnie. - Skończyliśmy z tobą, musisz radzić sobie
sama!
- Co?!
- Jajco! Rozłączam się!
Zaskoczona i całkowicie
oniemiała Mila długo jeszcze stała w kuchni i nie bardzo wiedziała
co właśnie zaszło. W otępieniu zjawiła się w głównej
sali, czym zwróciła na siebie spojrzenia Annite i książąt.
Wiedzieli , że coś jest nie tak...
- Mila? Co się dzieje? - Jan
zerwał się z krzesła i podbiegł do niej.
- Oni... oni... - Po policzkach
spłynęło kilka łez, a wargi księżniczki niebezpiecznie
zadrżały. Dziewczyna wtuliła się w Jaśka i całkiem rozkleiła.
Chłopak przytulił ją do siebie i uspokajająco gładził jej
plecy, w kółko powtarzając „Ciii, maleńka, wszystko
będzie dobrze”.
Zaprowadził ją do baru, a
Annite podała jej szklankę soku pomarańczowego. Usiadł obok i
wciąż głaszcząc po plecach zapytał:
- Powiesz mi co się stało...?
- Czarnoksiężnicy odmówili
pomocy... Jestem zdana na siebie. Ale... nie da rady...
- Mila! Masz mnie! To znaczy
nas... - zarumienił się. - I jesteś silna! Wiem, ze dasz radę
pokonać Podkoya. Ba, potrafiłabyś nawet sama, ale na Twoje
szczęście trafiliśmy ci się my.
Uśmiechnęła się i wytarła
łzy rękawem.
- Tak myślisz? Że mogę...
- Możesz zrobić wszystko –
odparł. - Jesteś Milandres! Księżniczka tego zakichanego kraju!