Mila
zaparkowała pod pięknie urządzoną karczmą. Zerknęła na postój
dla koni, ale nie stał tam ani jeden wierzchowiec.
- Na
szczęście knajpa jest pusta, będzie spokój –
powiedziała.
Obydwie
weszły do środka, ciekawsko się rozglądając. Za długą ladą
stała rudowłosa dziewczyna, przeglądająca kolorowy magazyn.
Podniosła wzrok słysząc kroki i zastosowała formowy uśmiech
numer cztery.
- Witajcie,
mam na imię Annite. W czym mogę pomóc?
- Co
polecacie na obiad? - zapytała Remmeliena, zerkając na dużą
tablicę z nazwami potraw i dopisanymi do nich cenami.
- Dziś
schabowe. Kucharza zastrzelili dwa dni temu i no cóż...
muszę sama gotować.
- No
dobra, to weźmiemy dwa razy plus wino.
- Wybierzcie
sobie stolik i poczekajcie jakieś piętnaście minut.
Zamówienie
pojawiło się dość szybko. Twardy niczym głaz kotlet w końcu
ugiął się przed sztyletem Mili, który dziewczyna zawsze
chowała w specjalnej kaburze na nodze i nie ruszała się bez niego
z domu. Okazało się, że broń przydaje się nie tylko przy
posiłkach....
Do
gospody siłą wtargnął cały zastęp Blackberries – wyszkolonych
żołnierzy Podkoy'a. Remmeliena i Milandres wymieniły niespokojne
spojrzenia, kiedy napastnicy biegli ku nim z ostrymi mieczami.
- Nie
ma gdzie uciec! - krzyknęła pierwsza, wiedząc, że jedyne drzwi
znajdują się zaraz za zbliżającymi się mordercami.
Złapała
za drewniany wieszak na płaszcze, stojący nieopodal, ale to tylko
rozbawiło przeciwników, którzy zdążyli je już
otoczyć.
- Czego
chcecie?! - warknęła Mila.
- Twojej
głowy! Odciętej!
Wywróciła
oczami.
- No
jasne, poczekajcie chwilkę, zaraz odczepię i wam dam... -
powiedziała bardziej do siebie niż do nich lekceważącym tonem. -
Ej, Remy, co, do diabła, mamy teraz zrobić? Może jakaś magiczna
interwencja, hmm? - szepnęła do towarzyszki.
- Nie
umiem czarować.
- No
to zrób co tam potrafisz...
Remmeliena
powoli podniosła dłonie a spomiędzy palców wysunęły się
metalowe, ostre szpony. Blackberries, w ilości sztuk ośmiu, na
chwilę zatrzymali się, ale ostatecznie uznali, że poradzą sobie z
jedną, drobną mutantką. Zaatakowali. Niestety nie byli na tyle
dobrze wychowani by robić to po kolei, więc cały zastęp od razu
zamachnął się mieczami na przyciśnięte do ściany dziewczyny.
Pomoc nadeszła nieoczekiwanie. Rozległ się huk wystrzału z
rewolweru, a potem kolejny i jeszcze pięć. Martwi strażnicy padli
na ziemie w odstępie kilku sekund. Mila odsunęła od siebie ciało
dowódcy,torując sobie drogę do baru, gdzie skryła się
Annite.
- To
ty strzelałaś? - zapytała, ale w tej samej chwili Remy krzyknęła,
więc odwróciła się w jej stronę, by zauważyć, że
mutantka została zaatakowana przez kogoś, ukrywającego się w
cieniu. Przy jej szyi połyskiwało ostrze sztyletu.
- Puść
ją! - rozkazała Milandres, przyjmując bojową pozę i biorąc do
ręki widelec, leżący na najbliższym stole.
- Puszczę
– odparł napastnik. - Ty jesteś Milandres?
- Zgadza
się.
- Chcę
dla ciebie pracować.
Mila
zmrużyła oczy.
- Słucham?
Niby dlaczego?
- Mam
z Podkoy'em na pieńku, niczego nie pragnę bardziej, niż dziada
dźgnąć jakimś szpikulcem.
- Hmm,
dlaczego miałabym ci ufać?
- Możesz
zerknąć na moje CV. - Wskazał na martwych Blackberries.
Odłożyła
widelec i kiwnęła głową. Wtedy chłopak wypuścił Remy, która
natychmiast odsunęła się o kilka metrów, a sam wyszedł z
cienia.
- Jestem
Ray-aan. Dla przyjaciół Ray. - Puścił oczko do Remmeline,
która pokazała mu środkowy palec, idąc do Annite, by
zamówić coś mocniejszego.
- Jak
chcesz nam pomóc?
- Zabiję
każdego, kto stanie ci na drodze – wyjaśnił, chowając sztylet
i rewolwer.
Dziewczyna
pomyślała, że lepiej jest mieć go przy sobie. W razie gdyby w
rzeczywistości okazał się szpiegiem... trzeba go mieć na oku.
Westchnęła i popatrzyła na Remy, która duszkiem wypijała
zawartość szklanki, po czym poprosiła Annite o to samo.
- Zgoda
– rzuciła w kierunku Ra1y'a. - Możesz z nami podróżować.
- Właściwie...
- zaczęła niepewnie Ann. Gospodyni popatrzyła na Milę, chcąc
przedstawić swój pomysł. - Pomyślałam, że może
potrzebujecie jakiejś bazy w okolicy. Blisko zamku, ale nie na tyle
blisko, by Podkoy coś zauważył...
- Zaraz...
Proponujesz, żebyśmy zostali tutaj? - upewniła się Milandres, a
dziewczyna pokiwała głową z uśmiechem. - Cóż... myślę,
że to kusząca propozycja. Remy?
- Rób
co chcesz – mruknęła.
- Dobrze,
więc zostaniemy tutaj. Trzeba zbudować armie. Moi książęta
także będę się czuli bardziej komfortowo tutaj! - Ucieszona
klasnęła w ręce i wygodnie usadowiła się na stołku. - Annite,
kolejkę dla wszystkich na mój koszt! Dziękujemy ci!
Wieści
zostały rozesłane, Remy i Mila przez cały dzień wypisywały sms'y
do czarownic i czarnoksiężników, którzy wcześniej
zobligowali się pomóc w razie próby obalenia Podkoya.
Akcja miała zacząć się od cyfrowego ataku hakerów w piątek
o 12:00. W czwartkowy poranek Milkę obudziły dziwne odgłosy walki.
Wyszła ze swojego pokoju na piętrze i zeszła do sali jadalnej na
dole. Remy i Ray znowu walczyli na miecze. Wywróciła oczami i
uśmiechnęła się do Annite, która podała jej śniadanie.
- Ojej!
To twoja najlepsza jajecznica!
- Niestety
nie moja... Dziś zatrudniłam nową kucharkę. Szukałam osoby na
to miejsce od tygodni, a dziś jak z nieba spadła mi Zaforia.
- Ma
talent.
Wtedy
drzwi otworzyły się przed wyjątkowy silny podmuch wiatru. W blasku
słońca, którego promienie wdarły się do wnętrza gospody
stanęli trzej przystojni młodzieńcy, dzierżący torby z
laptopami.
Milandres
przygryzła dolną wargę i odruchowo poprawiła grzywkę.
- Jam
jest Jan. - Chłopak w środku wysunął się na przód i
skłonił przed Milą.Miał ciemną czuprynę i piwne oczy. - Wraz z moimi braćmi przybywamy by ci
pomóc, o pani, w pokonaniu złego Podkoya.
- A
nie miało was być pięciu? - zapytała, rumieniąc się.
- Kiedy
wyruszaliśmy to faktycznie... było nas pięciu... Sęk w tym, że
po drodze mieliśmy starcie z wielką kałamarnicą i dwóch z
nas poległo w walce... Tak czy owak, damy sobie radę z systemem
Podkoya.
- Oby...
- westchnęła. - Ten potwór musi zniknąć z powierzchni
Ziemi, a jego zabezpieczenia nie pozwalają nam się nawet do niego
zbliżyć.
- Odpoczniemy
i bierzemy się do pracy. - Uśmiechnął się.
Młodzieniec
po lewej szturchnął brata łokciem w bok.
- No
tak, zapomniałbym. To jest Remigiusz, a to Przemysław.
- Miło
was poznać, mówcie mi Mila.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz