czwartek, 19 lutego 2015

Opko Milka #4 a właściwie to #5

Książęta jak na komendę zasiedli na krzesłach przy stołach, na których wcześniej umieścili swoje zaawansowane technologicznie komputery. Remigiusz pstrykał palcami, podczas gdy Przemysław stroił dziwne miny, rozciągając twarz. Jan obserwował Milandres, która niespokojnie krążyła po sali i martwiła się o powodzenie misji. Pochwyciła jego spojrzenie i nieśmiało podeszła.
- Kiedy włamiemy się do jego baz danych, zablokujemy monitoring i zabezpieczenia. Wykradniemy też jakieś ważne dokumenty, tak na w razie czego – powiedział łagodnie, ujmując jej dłoń. - Będziesz musiała powiadomić czarnoksięzników, że już czas.
- Będą mieli godzinę na dotarcie do zamku, od kiedy damy ci sygnał – uzupełnił najstarszy brat i skinieniem podziękował Ann, która położyła na blacie butelkę ze schłodzoną woda mineralną.
- Rozumiem – odparła Mila i smutno się uśmiechnęła.
- Jeszcze dziś będzie po wszystkim – szepnął do niej Jasiek, co trochę poprawiło jej humor.
- No dobrze, chyba jesteśmy gotowi? - zapytał Przemek, a reszta się z nim zgodziła.
Ten sam chłopak jako pierwszy założył słuchawki z mikrofonem, a potem uczynili to jego bracia. Odpalili sprzęt i zalogowali się. Milandres cały czas zaglądała przez ramię Jana, co trochę go rozpraszało, ale w tym pozytywnym sensie. W końcu poprosił by usiadła obok niego, co też chętnie uczyniła.
- Dobra, chłopcy! Bierzemy się do roboty!
*
W tym samym czasie Remmeliena poddawana była torturom. Uparcie kłamała, że nie ma pojęcia o żadnym zaklęciu, ale była pewna, że długo już nie wytrzyma. Kiedy Caprion wydobył z ogniska rzężący się pogrzebacz, stało się coś dziwnego. Prowizorycznie wykonana strzała przeszyła mu rękę.
Remy nie miała czasu by się temu przyjrzeć, ponieważ ktoś dopadł do niej i majstrował przy kajdankach. Już po kilku sekundach była wolna, a przybysz w kapturze pociągnął ją w głąb lasu.
- Pospiesz się! Zaraz zaczną nas gonić! - warknął, dzięki czemu mogła rozpoznać jego tożsamość. To był Ray.
- Mają krew jednorożca i wcale nie zamierzają walczyć dla Milandres – wysapała w biegu.
- Zdradliwe szuje...
- Musimy jej powiedzieć, inaczej cały plan weźmie w łeb!
- Za późni – powiedział, uprzednio zerkając na zegarek na ręku. - Już zaczęli. Musimy dostać się do zamku.
*
Wysłanie tajnej, magicznej wiadomości było trudne dla kogoś, kto nie posiada specjalnych zdolności. Milandres długo ćwiczyła, zanim udało się jej właściwie wypowiedzieć słowa zaklęcia i połączyć potrzebne zioła w wywarze. W końcu jednak zobaczyła w garnku twarz Capriona. Nie wyglądał dobrze.
- Możecie wkraczać! - powiedziała.
- Zapomnij, księżniczko! - odparł groźnie. - Skończyliśmy z tobą, musisz radzić sobie sama!
-  Co?!
- Jajco! Rozłączam się!
Zaskoczona i całkowicie oniemiała Mila długo jeszcze stała w kuchni i nie bardzo wiedziała co właśnie zaszło. W otępieniu zjawiła się w głównej sali, czym zwróciła na siebie spojrzenia Annite i książąt. Wiedzieli , że coś jest nie tak...
- Mila? Co się dzieje? - Jan zerwał się z krzesła i podbiegł do niej.
- Oni... oni... - Po policzkach spłynęło kilka łez, a wargi księżniczki niebezpiecznie zadrżały. Dziewczyna wtuliła się w Jaśka i całkiem rozkleiła. Chłopak przytulił ją do siebie i uspokajająco gładził jej plecy, w kółko powtarzając „Ciii, maleńka, wszystko będzie dobrze”.
Zaprowadził ją do baru, a Annite podała jej szklankę soku pomarańczowego. Usiadł obok i wciąż głaszcząc po plecach zapytał:
- Powiesz mi co się stało...?
- Czarnoksiężnicy odmówili pomocy... Jestem zdana na siebie. Ale... nie da rady...
- Mila! Masz mnie! To znaczy nas... - zarumienił się. - I jesteś silna! Wiem, ze dasz radę pokonać Podkoya. Ba, potrafiłabyś nawet sama, ale na Twoje szczęście trafiliśmy ci się my.
Uśmiechnęła się i wytarła łzy rękawem.
- Tak myślisz? Że mogę... 
- Możesz zrobić wszystko – odparł. - Jesteś Milandres! Księżniczka tego zakichanego kraju!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz