czwartek, 19 lutego 2015

Opko Mila #3

Na niebie nie było chmur, więc Milandres doskonale widziała wszystkie gwiazdy. Siedziała na parapecie przy otwartym oknie, owinięta w koc i z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach. Cicho westchnęła i uśmiechnęła się do siebie na myśl, że już niebawem to wszystko się skończy. Wszystko co złe odejdzie w niepamięć. Podkoy zginie lub zostanie skazany na banicję, a ona obejmie tron.
Z zadumy wyrwało dziwne skrzypienie na korytarzu. Ostrożnie zeszła na podłogę i schowała się za parawanem. Powoli oddychając, wsłuchiwała się w coraz głośniejsze, miarowe uderzanie butów. Ktoś zmierzał w stronę pokoi. Odetchnęła z ulgą, gdy minął jej drzwi, ale słysząc, że ów przybysz zatrzymał się kilka metrów dalej na nowo ogarnął ją niepokój. Remy...
Złapała leżący na stoliku złoty dzbanek i zakradła się do wyjścia. Tamten wszedł już do pokoju obok, starając się zachować ciszę.
Mila z duszą na ramieniu wyszła na korytarz i ciężko przełykając ślinę zajrzała do lokum przyjaciółki. Nad łóżkiem stała Zaforia. Jednym celnym ciosem ogłuszyła wciąż śpiącą dziewczynę, a zza pazuchy wyciągnęła miotłę. Mila mimowolnie pisnęła, co zwróciło uwagę sprawczyni.
- Co robisz?! - krzyknęła Milandres, jednak nie usłyszała odpowiedzi. Zamiast tego kucharka teleportowała się do niej i wbiła sztylet w brzuch księżniczki.
Mila cicho jęknęła, osuwając się na ziemie, kiedy to Zaforia pochwyciła nieprzytomną Remmelienę i wyskoczyła z nią przez okno, w losie dosiadając miotły, która poniosła ją w siną dal.
Z pokoju naprzeciwko wyskoczyli Jan i Remigiusz. Pierwszy natychmiast padł przy księżniczce i czule objął jej bladą twarz.
- Wszystko będzie dobrze! Tylko nie zasypiaj!
- Co się stało?! - wykrzyknęła Annite.
W przeciągu kilku sekund zapaliły się wszystkie lampy, a każdy mieszkaniec gospody pojawił się na miejscu zbrodni.
- Porwała Remy... - wyszeptała ranna.
Jan zdjąwszy koszulę, zaciskał teraz materiałem ranę na brzuchu Mili.
- Niech ktoś sprowadzi pomoc! - zdenerwował się.
- Znam kogoś, kto może ją uzdrowić – powiedziała Ann. - Jest szamanką, nazywa się Elvira. Zadzwonię do niej. - Po czym odeszła na koniec korytarza, wybierając odpowiedni numer na swoim smartphonie.
Kilka minut później z oparów dymu wydobywających się z kominka w głównej sali, zmaterializowała się wysoka niewiasta o intensywnie błękitnych oczach i kontrastujących z nimi czarnych włosach poprzetykanych pajęczą siecią. Ubrana była w prostą, długą i nieco poobdzieraną suknię, a na ramieniu zawiesiła sobie torbę, z której wystawały jakieś liście. Milandres ułożono na jednym ze stołów. Dziewczyna bardzo cierpiała, chociaż starała się być twarda i nie okazywała jak silny ból odczuwa. Żartowała nawet z umięśnionego torsu Jana, co bardzo poprawiło mu humor.
- Odsuńcie się – poleciła Elvira, wyjmując kilka listków. - Masz, musisz to przeżuwać – włożyła jej do ust kilka z nich, a resztę ułożyła na ranie.
Dziewczyna posłusznie wykonała zadanie. Zebrani ze zdziwieniem stwierdzili, że roślina ma właściwości magiczne i rozcięcie goi się w zatrważającym tempie. Po chwili nie było już po nim ani śladu! Mila usiadła na stole i zaśmiała się wesoło.
- Dziękuję ci!
- Nie ma sprawy, bylebyś tylko pokonała tego durnego Podkoya... Życze zdrówka! Na razie!
Zniknęła tak samo jak się pojawiła, a Jan korzystając z zamieszania pocałował dziewczynę w policzek. Mila zarumieniła się, ale zaraz przypomniała sobie co miało miejsce.
- Zaforia porwała Remy! To ona była szpiegiem!
- No ale po co jej mutantka? - zapytał Przemysław, stojący w pobliżu.
- Może chcą z niej wyciągnąć więcej informacji? - zastanowił się Remigiusz, a jego bracia pokiwali głowami.
- Musimy ją odnaleźć! - Mila zeskoczyła ze stołu i skierowała się do drzwi wyjściowych.
- Nie możesz! - Jan złapał ją w pasie, a potem stanął przed nią i spojrzał głęboko w oczy z nieukrywaną troską. - Nie możesz wychodzić, jeśli coś ci się stanie Podkoy będzie panował już do końca. Zniszczy wszystko i wszystkich! Jesteś naszą ostatnią nadzieją, droga Milko...
- Ja pójdę – odezwał się Ray z naprawdę groźną miną. Złapał za miecz, oparty o ścianę i bez dalszych wyjaśnień opuścił mury gospody pod Zgniłym Dorszem.
- Powodzenia... - szepnęła za nim Milandres.

*

Remy obudziła się, ale przez paskudny ból głowy nie potrafiła nawet otworzyć oczu. Leżała na czymś, co przypominało jej leśną ściółkę. Szybko odkryła także, że jest do czegoś przywiązana. Kiedy w końcu udało się jej podnieść powieki, spostrzegła się, że nastał już dzień. Ostre światło bardzo ją raziło, jednak musiała zorientować się w sytuacji. Przypięto ją kajdankami do wystającej z ziemi rury. Po chwili doszła do wniosku, że znajduje się na uboczu obozu czarnoksiężników. Tak, poznała to miejsce.
- Nic nie możesz już zrobić...
Doskonale pamiętała ten ochrypły głosik. Powoli odwróciła głowę w kierunku staruszki,stojącej kilka metrów dalej. Miała nieco przeźroczyste ciało i podpierała się laską.
- Rubella! - warknęła Remmeliena, nerwowo zaciskając dłonie w pięści. - Ty stara krowo! Czego chcesz?!
- Napawam się tylko twoim rychłym końcem – zachichotała.
- Jeszcze ci mało?! Porwałaś moją siostrę! Zmusiłaś mojego ojca by popełnił samobójstwo! Otrułaś mojego chomika!
- Teraz czas rozprawić się z tobą.
Zjawa zniknęła, rozmyta przez nagły podmuch wiatru. Wtedy podszedł do niej Sack Caprion we własnej osobie. Najpotężniejszy czarownik, przywódca sabatu i zapatrzony w siebie gnojek.
- Myślałam, że możemy wam ufać! - uniosła się Remy, ale w odpowiedzi usłyszała tylko znudzone westchnięcie.
- Widzisz, mutantko, znasz pewne zaklęcie, którego bardzo nam potrzeba... Mamy krew jednorożca i musisz otworzyć buteleczkę.

Dziewczyna popatrzyła na niego ze zdumieniem. To niemożliwe... Krew jednorożca była obecnie najrzadsza i najbardziej pożądaną substancją na świcie! Nikt nie mógł jej zdobyć. Nawet na czarnym rynku nie dało się znaleźć choćby kropli! A trzeba wiedzieć, że nawet jedna mała kropla wyjątkowej cieszy potrafiła zdziałać cuda... Co jeśli Caprion miałby cały flakonik? I jeśli działałby u boku Podkoya... Remy westchnęła, a w głowie powtarzała się tylko jedna myśl: „mamy przesrane”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz