Audrey Hover uważnie wpatrywała się w ekran telewizora, tak samo jak dziesięciu jej najbliższych przyjaciół. Relacja z obrad parlementu w Kapitolu była emitowana na żywo. Wokół budynku zebrały się tłumy ludzi.
- Zatwierdzą to - mruknął Even.
- Każdy to wie.
- Nie wiem po co to oglądamy. Wiadomo, że zaostrzą przepisy.
- Zamknijcie się wszyscy! - warknęła zairytowana Drey i teatralnym gestem podgłośniła urządzenie.
"Dzisiaj najważniejsi urzędnicy w państwie zebrali się, by omówić nowe ustawy dotyczące mutantów. Po wydarzeniach sprzed sześciu miesięcy rząd podchodzi do tematu bardzo stanowczo. Dowiedzieliśmy się, że istanieją jeszcze nierejestrowani mutanci, nawet tacy o siódmym stopniu zagrożenia. Proszę się jednak nie martwić, kraj dba o swoje społeczeństwo. Nowe przepisy najprawdopodobniej zaczną obowiązywać od przyszłego tygodnia" - mowiła młoda reporterka, a w tle widać było Amerykanów z transperentami, na których umieszczono hasła głoszące nienawiść do nadludzi. "Już za chwilę dowiemy się czegoś konkretnego, proszę zostać z nami."
- Ale wszyscy sa przeciwko nam...? Co z Tarczą? Przecież... - zaczął młody mutant, jednak Audrey przerwała mu, będąc w parszywym humorze.
- Tarcza nie ma nic do gadania, Clint. Mają pilnować porządku, ale nie mają prawa głosu. A jesli zaczęliby się stawiać, zmieniliby dowódce na swojego zafanego człowieka. Będziemy musieli być ostrożniejsi.
- Nie da się bardziej uważać... - szepnął ktoś z ostatniego rzędu.
- Na razie musimy czekać. Kied sprawa przycichnie zajmiemy się działaniem.
"Tak, mamy dla państwa dobre wieści!" - Reporterka ponownie pojawiła się przed kamerą. "Nowe ustawy zostały wprowadzone!"
- Idę stąd - ogłosił zrezygnowany Even, a nie wiedząć żadnej reakcji, ze znudzeniem kopnął w niedomknięte drzwi i opuścił pomieszczenie z rękami w kieszeniach jeansów. Teleportował się do spiżarni, by wziąć sobie przekąskę na wieczór. Jego uszy od razu wychwyciły niepożądane dźwięki, więc znieruchomiał, starając się dosłyszeć coś więcej. Ktoś tu był. Może dwie osoby.
Wolnym krokiem przeszedł się wzdłuż ściany, regały z jedzeniem były porozstawiane bardzo gęsto, nie sposób było coś dojrzeć. Chłopak wzruszył ramionami i sięgnął po paczkę chipsów. Wyszedłby i zapomniał o wszytskim, ale tak się nie stało, gdyż błękitne promienie nagle odrzuciły go na ściane. Zanim w nią uderzył zdołał teleportować się w miejsce, z którego wystrzelono wiązki.
- Ładnie to tak? - zapytał, gdy drobna blondynka z zaskoczeniem zarejestrowała jego obecnośc tuz obok. Nie zastanawiała się jednak długo. Złapała za opakowanie mąki jednym ruchem rozdarła papier, rzucając paczkę w kierunku mutanta. Zerwała się do biegu, a Even pokręcił głową, wywracając oczami i niemal natychmiast pojawił się przed nią. Złapał dzieewczyne za ręce i wykręcił je do tyłu by nie mogła powtórzyć numeru z promieniami.
- Jeśli powiesz kim jesteś i co tu robisz, to może cię nie zabije - szepnął jej do ucha.
Nie miała zamiaru odpowiadać. Machnęła głową tak, że [rawie rozbiła mu nos. W tym samym momencie kopnęła go w kostkę. Uwolniła się i nie tracąc czasu uciekła w kierunku drzwi na korytarz. Wybiegł za nią z kilkudekundowym opuźnieniem, ale szybko zatrzymłą się i zaklął pod nosem. Mogła udać się wszędzie, podziemne przejścia rozciągały się pod niemal całym San Francisco. Zaklął pod nosem i teleportował się do biura dowództwa ruchu oporu.
- Mamy gościa - powiedział, zwracając na siebie uwagę zebranych. - Mutantka.
- Zbierzcie ludzi i złapcie ją. Jeśli jest szpiegiem i wyjdzie na powierzchnię...
To wystarczyło, by wszyscy obecni wyruszyli na poszukiwania. Even opisał ją, a minutę później z głośników zaczęto nadawać komunikat. Każdy mutant w bazie rozglądał się, wypatrując blondynki pasującej do portretu pamięciowego.
- Jest przy zbiornikach - poinformował jeden z wyżej postawionych.
Akcja przeniosła się do jaskini, gdzie ustawiono cysterny z pitną wodą. Audrey machnęła ręką, dając znać, że reszta ma się rozejść. Jedenastu mutantów rozpoczęło polowanie. Niektórzy z nich zabrali ze sobą pistolety, innym wystarczyła moc. Stąpali z największą ostrożnością, wiedząc, że najcichszy szmer może ich zdradzić. Sami oczekiwali takiego szmeru ze strony uciekinierki. Przez kilkadziesiąt sekund przeszukiwali pomieszczenie, a kiedy byli już pewni, że jej tam nie ma - dziewczyna zaskoczyła wszytskich, zeskakując ze skalnej półki i rażąc ich silnym promieniem. Uciekła. Znowu.
- Kim, do cholery, ona jest!? - warknęła Audrey, zbierając się z ziemi. - Gonić ją! - dodała rozeźlona.
Cała banda puściła się za blondynką, która bawiła się coraz lepiej. Z kpiącym uśmieszkiem na twarzy przemieszczała się przed nieznane korytarze, starając się zapamiętać jak najwięcej. Poczuła delikatny zefirek, wiedziała, że zmierza we właściwym kierunku. Usłyszała krakanie i westchnęła z ulgą. Wyjście było już blisko. Odgarnęła kawał starego dywanu, który maskował wylot z nory i zmrużyła oczy, pod wpływem ostrych promieni słonecznych. Kiedy przyzwyczaiła się do światła - zauważyła, że wcale nie poszło jej tak dobrze jak sądziła.
- Mamy cię - powiedział teleporter. Poczuła się słabo, wiedziała, że stojący obok telepata właśnie zakrada się do jej umysłu i usypia ją. Straciła przytomność dokładnie pięć sekund później.
***
Zamrugała starając się przyzwyczaić do oślepiającego światła lampki zawieszonej pod sufitem. Pomieszczenie było ciasne, znajdował sie tam jedynie stół i dwa krzesła. Do jednego z nich została przywiązana. Wystarczyła jedna próba wyrwania się z uwięzi by otworzyły się drzwi. Do środka weszły dwie osoby: telepata i Audrey Hover. Mutantka usiadła na przeciwko, a chłopak stanął tuż obok niej ze skrzyżowanymi rękoma.
- Nie jesteś zarejestrowana - powiedziała Hover. - Sprawdziliśmy cię, ale musimy się dowiedziec kilku rzeczy od ciebie, nie z bazy danych Tarczy.
Nie zareagowała. Patrzyła w jedne, nieruchomy punkt na ścianie, a kiedy przysłonił go chłopak - przeniosła wzrok na stół.
- Anita Johnes - kontynuowała - jesteś agentką Żołnierzy. To znaczy byłaś. W końcu wszytsko się rozpadło... Co tutaj robisz? Gdybyś chciała się przyłączyć podeszłabyś do tego inaczej. Ty nas szpiegowałaś. Dlaczego? Dla kogo?
Blondynka wciąż wydawała się być niezainteresowana rozmową.
- W porządku. Clint, twoja kolej.
Zamienili się miejscami. Dziewczyna nie mogła zrobić nic, poza wzniesiem muru obronnego w swojej głowie. Telepata szybko rozbił go i dostał się do środka. Przeglądał jej myśli jak gazetę. Nie podobało jej się to.
- Przestań... - powiedziała, starając się odbudować zaporę. Na nic.
- Przestań! - powtórzyła znacznie głośniej.
- Powiesz nam wszystko?
Popatrzyła na niego. W jej głowie przechowywane były informacje, których nikt nie mógł poznać. Ujawnienie historii z kilku ostatnich miesięcy czy nawet lat nie było wygórowaną ceną. Skinęła głową.
- Miałaś przy sobie aparat, robiłaś zdjęcia z zewnątrz i wewnątrz. Po co? Dla kogo?
- Dla pewnego gościa - odparła. - Chcę wiedzieć jak wygląda sytuacja mutantów.
Audrey zerknęła na telepatę, który przesłał jej krótkie potwierdzenie. Na razie mówiła prawdę.
- Co to za gość? Po co mu ta wiedza?
- Może ciekawość.
- Czemu sam tu nie przyjdzie?
- Nie może.
- Dlaczego? - zapytała Drey, czując, że traci cierpliwość.
- Ukrywa się. Nie może się wychylać. A już na pewno nie może ujawnić się mutantom.
- Dlaczego? Boi się?
- Sam nim jest, więc nie. Nie boi się.
- Czekaj... już nie rozumiem. Skoro jet mutantem, to tym bardziej powininen się tu pojawić. Dlaczego tego nie zrobi? Dlaczego się ukrywa i to w takim momencie? Rząd znowu zacieśnia więzy.
- Nie może nikomu ufać.
- A ty? Tobie ufa?
- Nie do końca... Nigdy się nie spotkaliśmy. Nie wiem jak wygląda, jak się nazywa. Mówi o sobie Phantom. A porozumiewany się przez internet, doastje pienieze przelewem, informacje wysyłam mu bezpiecznymi komunikatorami.
- Jak cię znalazł? Albo jak ty znalazłaś jego?
- Zostałam wyszkolona po to, by mu pomagać. Dokładnie w dwa lata po zakończeniu Wielkiej Wojny mieliśmy się skontaktowac po raz pierwszy.
- Ciągle nam czegoś nie mówisz. Dlaczego ukrywa się samotnie i nie ujawnia się nikomu. Powiedz to, albo mój przyjaciel sam znajdzie odpowiedz - zagroziła, zacisjając zęby. To nie miało dla niej sensu.
Anita cicho westchnęła, jakby analizując dostępne opcje. Zdała sobie sprawę, że jest tylko jedna - powiedzieć.
- Phantom jest mutantem dziesiątej klasy.